Coraz bliżej trzecich zębów
 

Coraz bliżej trzecich zębów,
rozmowa z prof. dr hab. Markiem Ziętkiem, prezydent Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego

W ubiegłym roku bardzo narzekaliśmy na brak profilaktyki. Czy to się poprawiło?
Niestety nie. Zmieniło się jedynie podejście Ministerstwa Zdrowia. Resort, twierdząc, że daje więcej pieniędzy na stomatologię, w dalszym ciągu nie chce uznać i finansować opieki oraz profilaktyki fluorkowej, zrzucając ten obowiązek na samorządy. Ministerstwo nie przekazuje środków gabinetom stomatologicznym ani przygotowanemu do tego personelowi średniemu, lecz szkolnym higienistkom. A jak wiadomo, higienistki są od różnych rzeczy, ale nie od profilaktyki stomatologicznej. Kolejną niepokojącą sprawą dotyczącą profilaktyki jest zaporowa cena porządnej jakości szczoteczek i past do zębów. Te produkty, które w swoim składzie mają środki antybakteryjne, fluor i inne skuteczne związki, są dla przeciętnego odbiorcy zbyt drogie. Na to, niestety, nic nie poradzimy, ale taka jest rzeczywistość.

W ubiegłym roku, gdy chodzi o gorące dla stomatologii tematy, mówił pan o badaniach wpływu chorób przyzębia na ogólny stan zdrowia. Co obecnie jest tematem numer jeden?
Te badania zdecydowanie się pogłębiły. Mamy już w tej kwestii stanowisko Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, które mówi o konieczności postępowania stomatologicznego u pacjentów z cukrzycą. Kolejną sprawą jest wykorzystywanie komórek macierzystych, gdy chodzi o ewentualne trzecie zęby i ewentualną odbudowę kości. Prowadzone są one od dłuższego czasu, jednak w ubiegłym roku ewidentnie nabrały tempa i publikacji na ten temat ukazało się wiele. Zatem niedługo może się doczekamy możliwości regeneracji kości wyrostka zębodołowego w chorobach przyzębia, gdy chodzi o zastosowanie komórek macierzystych i gdy chodzi o odtwarzanie trzecich zębów.

Trzecie zęby?
To brzmi nieprawdopodobnie. Tak, ale takie prace naprawdę trwają i doświadczenia dowodzą tworzenie się u zwierząt trzecich zębów.

Kiedy człowiek z tego skorzysta?
Trudno powiedzieć, w jakim czasie wejdzie to do praktyki klinicznej. W kwestii wykorzystania komórek macierzystych medycyna ma już bardzo dużo do powiedzenia. Czekamy.

Działania Narodowego Funduszu Zdrowia nazwał pan rok temu szkodliwym monopolem, a powodem rej opinii był brak finansowania aparatury, materiałów protetycznych etc. Zmienił pan zdanie?
W tej sprawie nic się nie zmieniło. Środowisko stomatologiczne żywiło wielkie nadzieje w związku z objęciem władzy przez PO. Niestety, ani Ministerstwo Zdrowia, ani NFZ w kwestiach stomatologicznych w ciągu dwóch lat nie zrobiły absolutnie nic. Jeśli mamy dobre wyposażenie gabinetów stomatologicznych, jeżeli uczelnie zaczynają trochę się odbijać od dna, to wyłącznie można to przypisać staraniom o fundusze unijne. Gdyby nie to, pozostalibyśmy zdani na łaskę i niełaskę naszych pacjentów, którzy zaakceptowaliby (lub nie) wyższe koszty naszych usług.

Zgodzi się pan, że pożądana jest obecność higienistek w gabinetach stomatologicznych w celu poprawienia profilaktyki? Polskie higienistki bardzo o to zabiegają, a na Zachodzie to jest standardem.
Tak, i są nam one bardzo potrzebne. Natomiast w Polsce higienistki mają dwa cele. Po pierwsze, utworzenie nowych szkól i wydziałów licencjackich. Żadna uczelnia tego robić nie chce, ponieważ jest to działalność deficytowa. Przejęliśmy pielęgniarki, higienistki i techników dentystycznych jako uczelnie od Ministerstwa Edukacji Narodowej. A jesteśmy przecież w Ministerstwie Zdrowia. MEN finansowało to szkolnictwo, ale przekazując je Ministerstwu Zdrowia albo Ministerstwu Szkolnictwa Wyższego, nie przekazało pieniędzy na to kształcenie. Z kolei Ministerstwo Zdrowia nie powiększyło budżetu uczelni kształcących higienistki i techników o sumy, które uczelnie na to kształcenie wydają. W związku z tym to się nie opłaca. Dlatego również higienistek jest za mało. Do tego wszystkiego płaca w sektorze publicznym jest marna - pielęgniarki zarabiają około 1000 złotych. Czy higienistka z licencjatem będzie chciała przyjść do pracy za takie pieniądze? Finał tego jest taki, że szkołę można skończyć i nie uzyskać pracy w gabinecie stomatologicznym w związku ze zbyt wysokimi żądaniami finansowymi. Prawda jest też taka, że na potrzeby jednofotelowego gabinetu stomatologicznego lekarz może sam przyuczyć „higienistkę" do zawodu. To szkolenie oczywiście nie będzie na takim poziomie, jaki oferuje uczelnia, ale wystarczającym na potrzeby takiego gabinetu. Na Zachodzie są w większości gabinety wielofotelowe i można tam sobie pozwolić, by jedno stanowisko poświęcić wyłącznie profilaktyce. W naszych warunkach duży procent czynności, które powinna wykonywać higienistka, wykonuje lekarz. Higienistka, pielęgniarka czy pomoc dentystyczna jest asystą. Problemy są więc dwa: uczelnie i finanse po stu¬diach oraz samodzielne stanowisko pracy. Ani Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, ani Izba Lekarska nie zgodzą się na to, by higienistki miały samodzielne gabinety. Te gabinety powinny być przy gabinetach stomatologicznych. Krótko mówiąc, higienistka powinna pracować pod nadzorem lekarza. Tymczasem samodzielne gabinety są celem higienistek, o co występowały już niejednokrotnie.

Poza względami przygotowania merytorycznego wygląda to również na spór o pieniądze.
Jeśli mam dwufotelowy gabinet stomatologiczny, to przy drugim fotelu będę wolał zatrudnić lekarza, który zarobi dla gabinetu zdecydowanie więcej niż higienistka stomatologiczna.

I jest konflikt.
Nie ma konfliktu. Po prostu dążenia higienistek są zbyt wygórowane w stosunku do możliwości, jakie mają lekarze. Podobnie było z technikami dentystycznymi, którzy wykonywali protezy. Walczyli o to, by robić proste uzupełnienia protetyczne i naprawy bez nadzoru lekarskiego. A to jest nic innego tylko działanie na szkodę pacjenta. Higienistka nie jest lekarzem. To osoba, która wie, w jaki sposób prowadzić zabiegi higieniczne, nauczy pacjenta, jak szczotkować zęby, jak dobrać pastę do zębów. Nie może jednak samodzielnie posadzić pacjenta na fotelu w swoim gabinecie, samodzielnie usuwać kamienia, wybielać zębów, lakierować. To wymaga szerszego spojrzenia, a takie ma lekarz. Nie chcę, żeby źle mnie zrozumiano - jestem za tym, żeby higienistki były w gabinetach i pomagały lekarzowi, ale z pełnym naciskiem powtórzę, że muszą to robić pod nadzorem lekarza. Kiedy przyjdzie do gabinetu pacjent z zapaleniem wrzodziejącym jamy ustnej, higienistka będzie mu usuwała kamień. Kamień jest jedną z przyczyn tego zapalenia, ale nie wolno tego robić! Najpierw trzeba uspokoić pacjenta, czyli pozbawić gorączki i bólu, zastosować osłonę antybiotykową i dopiero później wolno usuwać kamień. Od tego jest lekarz. Tego jednak nasze drogie koleżanki higienistki zrozumieć nie chcą.

Załóżmy jednak, że w każdym z gabinetów stomatologicznych będzie higienistka. Jaki to przyniesie skutek dla pacjentów?
Lepsza usługa dla pacjenta, wyższy komfort pracy lekarza, ale i wyższa cena usług. Na higienistkę w gabinecie trzeba będzie zarobić. Trzeba jej będzie stworzyć kosztowne stanowisko pracy, związane także z większą powierzchnią gabinetu. Koszty, jeszcze raz koszty. Musiałby je w rezultacie ponieść pacjent.

Źródło: Krakdent z dnia 1.03.2010r.